18 czerwca 2015

Chapter 4 "Błąd Sarafiny"

-Sarabi co ty tutaj robisz?!- beżowa lwica usłyszała znajomy dla niej głos. Podniosła wzrok ku górze.
Jakie było jej zdziwienie kiedy okazało się, że nie znajduje się w swojej jaskini, tylko w jakiejś pięknej krainie. A głos należał do jej ukochanego.
- Mufaso?!- lwica wypowiedziała imię lwa z lekkim zdziwieniem i strachem. Brązowooka wiedziała już gdzie się znajduje- czy ja jestem w niebie?
-Tak najmilsza, ale nie wiem dlaczego. To jeszcze nie twój czas- powiedział duch lwa, który podszedł do swojej małżonki.- kto ci to uczynił?
Lwica spuściła smętnie łeb, westchnęła cicho i wyszeptała.
- Twój brat mi to zrobił, tylko dlatego że rozmawiałam z jego córką.
- Na wielkie nieba! Cóż ten mój brat z wami wyczynia! Kiedyś dopadnie go zasłużona kara!- ryknął dawny król, po czym objął łapą swoją ukochaną królową. Chciał poczuć jej ciepło, ale niestety nie było to możliwe oboje byli zjawami, bez ciała. Król zamknął oczy, tak bardzo mu jej brakowało. Zrobiłby wszystko żeby móc znowu być z nią razem tam na dole.
- Sarabi wracaj na ziemię, jak powiedziałem wcześniej to jeszcze nie twój czas.
- Kochany, a czy jest tutaj nasz syn?- zapytała nagle beżowa.
- Simba?! Czy on też nie żyje!- zdziwił się złoty lew.- Nie widziałem go tutaj.
- To może, on wcale nie umarł?!- Sarabi ucieszyła się trochę. - może Skaza to wszystko sobie wymyślił.- lwica wtuliła się w grzywę lwa.
- Miejmy nadzieję najmilsza. Chcę ci jeszcze coś ważnego powiedzieć. Pilnuj Sarafiny może ona popełnić błąd, jeśli już go nie popełniła. Wracaj na ziemię Najukochańsza - Mufasa liznął Sarabi w policzek, po czym lwica zamknęła oczy i znalazła się znów w śród żywych. Nie wiedziała tylko o jakim błędzie wspomniał jej mąż. Musiała ostrzec swoją przyjaciółkę.

*

- Sarabi, ale nas wystraszyłaś!- krzyknął uradowany Rafiki, który właśnie skończył opatrywać rany.
- Kto mnie uratował?- zdziwiła się beżowa.
- Ja- uśmiechnęła się jej przyjaciółka.- To zrobił Skaza?- zapytała niepewnie.
- Nie ważne, to ja źle postąpiłam.
- Sarabi! Co ty wygadujesz! Ten tyran o mało co cię nie zabił, a ty go bronisz!- warknęła wścieknięta Sarafina.
- Safi uspokój się Sarabi potrzebuje odpoczynku.- upomniał ją Rafiki.
- Jesteście głupcami!- warknęła jasno beżowa i uciekła z groty.
Sarabi leżała na posłaniu i była bardzo zła na siebie, że dała jej uciec. Miała przecież z nią porozmawiać.
Sarafina biegła w kierunku Lwiej Skały, ale ją ominęła i pobiegła gdzie dawno znajdowało się małe jeziorko.Miała się tutaj z kimś spotkać, od dawna tego pragnęła. Zdyszana usiadła na wyschniętej trawie. Obracała łbem w każdą stronę bała się, że ktoś może ją zobaczyć. Uspokoiła się i położyła się na ziemi. Zasnęła.

*

Kiedy beżowa otwarła oczy było już ciemno na niebie pojawiły się pierwsze gwiazdy. Zielonooka była pewna, że ten z kim się tutaj umówiła nie przyjdzie. Podniosła się z ziemi i już miała wracać kiedy usłyszała swoje imię. Odwróciła się gwałtownie, to był on. Lwica podbiegła do lwa i wtuliła mu się w grzywę. Ale po chwili odsunęła się i zmarszczyła złowrogo brwi.
- Dlaczego to zrobiłeś?- zapytała ze złością i wysunęła swoje czarne pazury.
- Ponieważ złamała zasady?!- powiedział lekko zdziwiony- a po za tym byłem wnerwiony i musiałem na kimś się wyżyć.
- Ale coś mi obiecałeś!- krzyknęła lwica- obiecałeś, że jeśli będziemy się spotykać nikogo z moich przyjaciół nie skrzywdzisz!
- Oh Sarafino- czarnogrzywy uśmiechnął się i podszedł do beżowej - wiesz, że od najmłodszych lat mi się bardzo podobałaś, ale wtedy wolałaś ojca Nalli.- spojrzał jej głęboko w oczy- a ja wiem, że ty też mnie bardzo lubiłaś.- lew zaśmiał się.
- Tak to prawda Skazo, nawet więcej niż cię lubiłam. - Sarafinie wyskoczyły rumieńce na policzkach.
- To jeśli tak jest jak mówisz, to dlaczego mamy psuć tak piękne uczucie?- lew polizał lwicę po policzku- kocham cię Sarafino.- wyszeptał jej do ucha.- ale jeśli złamiesz kiedyś nasz układ gorzko tego pożałujesz- dokończył.
Lwica nic nie odpowiedziała, tylko popchnęła lekko brązowego, a ten upadł na ziemię. Zielonooka przytuliła się do niego, tak bardzo go kochała. Wiedziała jednak, że robi źle, jeśli lwice się dowiedzą mogą ją zabić, a jeśli dowie się tego Nasty? To też nie będzie miała lekko. Jednak ją to teraz nic nie obchodziła, była ze swoim Taką bardzo szczęśliwa i chciała by to uczucie trwało wiecznie. Spędzili ze sobą bardzo namiętną noc.

Kilka tygodni później

- Rafiki możesz mi wyjaśnić dlaczego Sarafina nie może iść na polowanie- Oburzyła się Sarabi, która już wróciła do sprawni sił.- dzisiaj jest jej kolej.
- Myślę, że ona sama powinna ci o czymś powiedzieć. - mędrzec spuścił smętnie głowę, poszedł w kierunku beżowej, i położył swoją dłoń na jej ramieniu- wszystko będzie dobrze - próbował ją uspokoić.
- A więc dobrze, zabieram cię na spacer- rzekła brązowooka.
Obie lwice wyszły z jaskini w której mieszkała Sarafina, która od kilku dni bardzo źle się czuła. Wczoraj przy wspólnym posiłku zemdlała, a dzisiaj Sarabi pobiegła po Rafikie'go aby przebadał jej przyjaciółkę. Dawna królowa nie przypuszczała jaką niespodziankę przygotowała jej, jej przyjaciółka. Lwice usiadły pod wyschniętym drzewem. Długo panowała niezręczna cisz, która była tylko przerywana od czasu do czasu oddechem jednej lub drugiej lwicy. Wreszcie odezwała się Sarabi.
- Co masz mi do powiedzenia.- powiedziała ostro.
- Sarabi, ja tego nie chciałam- jasnobeżowa zaczęła płakać. Dawna królowa bardzo się zdziwiła i zmartwiła zarazem.
- Ja jestem w ciąży!!!!!!!!!- krzyknęła zachrypniętym głosem od płaczu jej przyjaciółka.
- I to jest powód płaczu.- zdziwiła się beżowa - powinnaś się cieszyć - lwica nie chciała wnikać kto jest ojcem przyszłego potomka Sarafiny.
- To nie jest takie łatwe. To lwiątko...- Sarafina przerwała, słyszała jak jej serce bije, miała dziwne wrażenie, że zaraz jej serce wyskoczy z klatki piersiowej.- to potomek Skazy!!!!!!!!- krzyknęła i uciekła. Nie pozwalając dojść do słowa Sarabi, która stała jak słup soli i wpatrywała się w swoją przyjaciółkę jak odbiega. Sarabi nie wiedziała co o tym ma myśleć. Zdenerwowana wróciła do swojej groty. Natomiast Sarafina pobiegła na Samotne Skałki gdzie w dzieciństwie spotykała się ze Skazą. Teraz był w kropce. Nie miała pojęcia co teraz począć. Jeśli powie Skazie o lwiątku. ten ją zabije z zimną krwią. Postanowiła, że ukryje się do czasu porodu i wychowa swoje lwiątko i będzie jej chronić, aby nic złego mu się nie stało.

~~~~~

Hej! Witam Was po miesięcznej przerwie. Jak czytaliście powyżej, akcja nabiera tępa. Zmian w życiu LwioZiemców będzie o wiele więcej z kolejnymi rozdziałami, i nie będzie już tak wesoło. 

Jak myślicie co zrobi Skaza jeśli dowie się, że zostanie ojcem?

Bardzo dziękuje za 15 komentarzy pod ostatnim postem. Jesteście wspaniali :*

06 maja 2015

Chapter 3 " Lwica Sarabi"

Hasira rosła. Stawała się coraz ładniejszą małą lwiczką. Skaza uczył ją jak ma władać królestwem kiedy to ona zasiądzie na tronie. Lwiczka jednak nigdy go nie słuchała. Zawsze coś musiało ją bardziej zaciekawić niż opowieści ojca. Skaza widząc, że córka go nie słucha złościł się na nią.

*
- Mamo przestało padać!- krzyknęła Hasira pewnego dnia. - mogę iść na spacer? zapytała się brązowej lwicy, która własnie się obudziła.
- Kochanie spójrz na te chmury, to tylko mała przerwa.- brązowa lwica wyszła z groty i spojrzała w niebo.
- No, ale mamo proszę- prosiła dalej.- nie będę długo się bawić. Jak zacznie padać wrócę do domu.
- Nooo dobrze idź już- zaśmiała się brązowa i polizała czule swoją córkę, a ta szybkimi susami zbiegła z Lwiej Skały.
Na dworze było strasznie duszno mimo iż wcześniej dość obwicie padał deszcz. Ziemia jednak była dalej sucha, kiedy łapy księżniczki uderzały o nią rozsypywała się we wszystkie strony. Brązowa dobiegła do Samotnych Skałek gdzie czasami przesiadywały inne lwiątka. Zdyszana położyła się na dość dużym kamieniu. Zastrzygła nagle uszami coś usłyszała szybko odwróciła łeb w stronę dochodzącego odgłosu. Jej sierść momentalnie się najeżyła, zawarczała groźnie. Zza jednej skałki został wypchnięty Malka? Tak to był ten lewek co chciał ją utopić. Hasira zawarczała ostrzegawczo na niego.
- Czego chcesz?- zapytała nie schodząc ze skałki. Zmarszczyła złowrogo brwi.
- Bo ja... jaa...- lwiątko zaczęło się jąkać.
Ku złotemu podeszło brązowe rodzeństwo. Kula coś szepnęła Malce do ucha.
- Przepraszam- wystękał Malka i wbił wzrok w ziemię.
- Że co? Nie dosłyszałam?- zdziwiła się Hasira.
- No przepraszam za moje zachowanie, nie chciałem zrobić ci krzywdy.
- My też cię przepraszamy- odezwał się Chumvi i wskoczył na skałkę gdzie siedziała Hasira, wyciągnął do niej łapkę na zgodę.
Lwiczka wahała się przez chwilkę, ale po krótki namyśle podała w geście zgody lwiątku swoją łapę.
- Ale jeśli myślicie, że tak szybko zapomnę o tym incydencie to jesteście w błędzie. Krótkie przepraszam nie wymaże mi z pamięci tego okropnego zdarzenia.- powiedziała wpatrując się w Malkę.- Moim ojcem jest Skaza, ale ja nie muszę być taka jak On. dokończyła.
- To może pobawimy się w berka?- zaproponowała Kula.
- Zgoda!- krzyknęła księżniczka i zeskoczyła ku trójce lwiątek.
Zabawa trwała dość długo zapewne lwiątka biegałyby dalej, ale poczuły na swoich nosach dość duże krople deszczu. Kiedy spojrzały w górę ujrzały ciemno granatowe burzowe chmury.
- Na dziś chyba koniec zabawy- zmartwił się złoty.- lepiej uciekajmy do domu.
- No to do zobaczenia Hasiro- trójka lwiątek pożegnała się z córką Skazy i odbiegły od niej.
Deszcz zaczął padać coraz mocniej. Lwiczka uniosła łebek do góry. Zanosiło się na dłuższe opady, a ona jest tak daleko od domu. Szybkim krokiem ruszyła w stronę jaskini. Dość, że padało coraz mocniej to do tego jeszcze zaczynało grzmieć. A Hasira bardzo bała się burzy. Jej futro było przemoknięte i robiło się ciężkie, coraz trudniej jej się biegło. Kiedy myślała, że jest na straconej pozycji jej oczom ukazało się wejście do jaskini. Ostatkiem sił wbiegła do środka.


*

Mogła wreszcie otrzepać futro z nadmiaru wody. W jaskini było sucho i przyjemnie ciepło. Była to bardzo duża jaskinia. Lwiczkę zwróciła uwagę na malowidła, które znajdowały się na ścianach jaskini. Owe malowidła przedstawiały chyba życie jakieś lwiej rodziny. Podążała za malunkami i śledziła historię beżowej lwiczki. Na jednym z malunków poznała swojego ojca. Tak to musiał być on. Malunki zaprowadziły ją do wejścia drugiej groty trochę mniejszej. Po cichu weszła do środka. Na środku jaskini znajdowało się dość duże posłanie na którym spała beżowa lwica z malunków. Córka Skazy myślała, że jest martwa dopiero po dłuższym przypatrzeniu zauważyła, że klatka piersiowa lwicy unosiła się lekko. Brązowa trochę się bała, zrobiła krok w tył i nadepnęła na suchą gałązkę, która wydała z siebie dźwięk. Beżowa podniosła się. Rozejrzała się po jaskini i swój wzrok wbiła w brązową. Mała się lekko wystraszyła. Skuliła się.
- Proszę nie zabijaj mnie-pisnęła cicho.
- Maleńka nikt nie zrobi ci krzywdy- jej głos był taki melodyjny i łagodny niczym balsam. - Jak cię zwą?
- Jestem Hasira.
- A ja nazywam się Sarabi.- lwica podeszła do brązowej. Wiedziała d razu kim jest nowo poznana lwiczka. - Twoim tatą jest Skaza?
- Tak, a mama nazywa się Nasty. A co to za malowidła?- pokazała łapką na ścianę jaskini.
- A te bazgroły?- zaśmiała się.- to historia mojej rodziny, malował ją mój ojciec.
- A ma pani dzieci?- zapytała nagle.
Bezowa posmutniała, musiała coś jej odpowiedzieć.
- Tak mam.
- Mogę je poznać?
- Chodź pokażę ci gdzie jest.- wyszła przed jaskinię i usiadła przed nią. Zaraz przy niej usiadła mała lwiczka.
- No i gdzie pani dzieci?
 Lwica kazała małej spojrzeć w niebo. Córka Skazy nie wiedziała o co w tym chodzi. Zamrugała zdziwionymi oczkami parę razy.
- Mój syn jest tam, w niebie razem z moim mężem.
- A co się stało?
- Jakiś niedobry lew ich zabił- powiedziała Sarabi - ale nie martw się teraz tam im jest lepiej - uśmiechnęła się blado.
Lwice jeszcze przez długi czas rozmawiały, ale w środku jaskini. Burza już ustała, ale dalej padał deszcz. Sarabi bardzo polubiła tą małą. Bardzo przypominała jej syna.
- Oooo przestało padać!- ucieszyła się.
- Wracaj do domu, twój tata się pewnie  o ciebie martwi.
- Zobaczymy się jeszcze kiedyś? I opowie mi pani jeszcze jakąś historię o moich rodzicach?
- Nie mów mi pani, po prostu Sarabi.
- Ale fajnie! To do widzenia!- mała lwiczka wybiegła z jaskini i skierowała się w stronę Lwiej Skały.

*

Fragment zawiera brutalne treści.

Hasira z ostatnimi kropelkami deszczu wbiegła do jaskini. Od progu przywitał ją ojciec był bardzo zdenerwowany.
- Gdzie się szlajasz!!!!!- warknął ze złością a jego oczy błysnęły dziwnym światłem.- Nawet nie wiesz jak twoja matka się martwiła!- Skaza podszedł do córki i uderzył ją w pysk.
W tej chwili do jaskini weszła morka Nasty, która szukała córki. Kiedy zobaczyła, że Skaza uderzył jej córkę zasłoniła ją swoim ciałem.
- Ty bydlaku! Jak śmiesz!- krzyknęła.
- Gdzie byłaś!? Odpowiadaj!- brązowy trzymał łapę dalej w górze.
- U Sarabi- pisnęła zapłakana.
- Groarrrrr!!!!!!- warknął wściekle i wybiegł z jaskini.
Matka przytuliła mocno swoją córkę i wytarła jej łzy.
- Mamo co się teraz stanie z Sarabi?- zapytała. - Oby nic - odparła wystraszona Nasty.
Skaza wbiegł szybko do jaskini. Jego mokra czarna grzywa spadała kaskadami na niego wściekle zielone oczy, z pyska toczyła się piana. dyszał ciężko. Szukał beżowej. Szybko znalazł ją po zapachu.
- Jak śmiałaś!- wszedł do jaskini gdzie spała dawna królowa.
- Witaj Skazo.
- Jak śmiałaś rozmawiać z moją córką?- Warknął i uderzył w pysk Sarabi. Ta upadła na ziemię. Chwycił ją za kark i szarpał niemiłosiernie robiąc królowej głębokie rany. Znowu ją puścił. Sarabi uciekała przed nim. Ale on wpadł w szał, w szał zabijania i mało komu udało się przed nim uciec. Skaza uderzył ją łebem w brzuch, znowu upadła. Wskoczył na nią. Lwica czuła, że pod ciężarem lwa łamią się jej żebra. Drapał ją. Kiedy się wyżył na biednej lwicy. Wypluł resztki krwi i sierści z pyska i wrócił do jaskini. Beżowa leżała w kałuży własnej krwi. Oddychała z trudem. Oczy robiły się ciężkie. Czuła, że to jej koniec. Tak bardzo chciała się teraz przytulić do swojego męża Mufasy. Chciała iść do nieba, do niego. Tak bardzo tego chciała. Była pewna, że to jej koniec...

~~~~
Cześć!
Przepraszam, że tak długo nic nie pisałam, ale dopadł mnie brak weny. Jak myślicie czy Sarabi ktoś uratuje???


31 marca 2015

Chapter 2 " Nowy przyjaciel"

Hasira od ostatnich wydarzeń jakie miały miejsce na Lwiej Ziemi nie wychodziła z jaskini. Zamknęła się w sobie. Nie odzywała się do nikogo, w nocy zaś głośno płakała co przeszkadzało Skazie. Jej matka Nasty martwiła się o córkę zawsze była taka uśmiechnięta i roześmiana. Postanowiła kogoś jej przyprowadzić do groty, może wtedy otworzy się i opowie co wydarzyło się w ostatnim czasie. Brązowa lwiczka siedziała jak zwykle w kącie, podeszła do niej matka. Usiadła na przeciwko córki i uśmiechnęła się.
- Kochanie co się dzieje?- zapytała delikatnie. - co się wydarzyło ostatnio? - Lwica jednak nie usłyszała odpowiedzi.
Zrezygnowała z dalszej rozmowy i wyszła z jaskini. Drogę zasłonił jej jednak Skaza, który własnie wracał z patrolu.
- Co z nią?- Zapytał.
- Jak zwykle to samo, przyprowadzę jej może jakieś lwiątko. Pobawi się i może otworzy się przed nim.
- Świetny pomysł. Mam naprawdę dość tych nocnych jej wyć!- Burknął.
Brązowa lwica nie odpowiedziała nic ojcu swojej córki. Zbiegła ze skały na poszukiwanie towarzystwa dla córki.

*

Skazał wszedł do groty. Rozejrzał się po niej nikogo w środku nie było oprócz jego córki. Trochę się martwił o nią dlaczego zrobiła się taka markotna i obojętna. Lwiątko w jej wieku powinna być radosne i pełne energii. Gdyby tylko wiedział kto jej coś zrobił, to bez wahania zabiłby tego co zrobił jej córce krzywdę. Położył się na swoim posłaniu i rozmyślał. Lwa obudziła jego partnerka. Przyprowadziła lwiątko o którym mówiła. Był to samczyk w wieku Hasiry, lekko był wystraszony kiedy zobaczył władcę Lwiej Krainy. Skaza wymusił na sobie uśmiech.
- Jak się nazywasz?- Zapytał brązowy.
- Jestem Jasiry wasza wysokość- lwiątko ukłoniło się władcy.
- Jasiry w języku przodków oznacza odważy.- Powiedział Skaza. - Może cię polubi. - chuderlawy lew obrócił się na drugi bok i zasnął.
- Hasira!- zawołała matka lwiczki- chodź tutaj kogoś poznasz.
- Nigdzie się stąd nie ruszam.- krzyknęła.
- Idź do niej,- lwica popchnęła lewka by wreszcie poszedł do jej córki.
Lwiątko nie pewnie stawiało kroki w obcej i ciemnej jaskini. Poszedł w jej głąb tak jak kazała mu matka Hasiry. Zastanawiał się dlaczego to jego wybrała, na Lwiej Ziemi jest wiele lwiątek. Zauważył przyszłą królową Lwiej Ziemi w kącie. Leżała zwinięta w kłębek. Podszedł bezszelestnie do niej i zagadnął.
- Ymmm cześć.- przywitał się oliwkowy.
Odpowiedział mu cisza. Usiadł na przeciwko małej lwiczki i lekko ją pacnął w ucho. Księżniczka podniosła łebek, trochę była zła, że jakieś lwiątko ją zaczepia. Zmarszczyła złowrogo brwi i usiadła. Spojrzała na lwiaka z pode łba, mruknęła coś cicho pod nosem.
- I co się gapisz?- Zapytała.
- I co się gapisz?- Odpowiedziało jej lwiątko.
- Wynoś się stąd!- Krzyknęła Hasira.
- Wynoś się stąd!- Lwiątko zaczynało przedrzeźniać brązową.
- Przestań!
- Przestań!
- Groorrr- Zawarczała.
Oliwkowy zrobił to samo. Cały czas robił to samo co córka Skazy. Hasirę zaczynało to irytować. Zastanawiała się też kiedy temu obcemu lwiątku, ta durna zabawa się znudzi. Nie wytrzymała jednak tego dłużej i wskoczyła na lwiątko, powalając go na ziemię. Wbiła swoje zielone ślepia w oczy oliwkowego.
- Zamkniesz się wreszcie?! Pobawmy się w co innego.
- Ha wiedziałem! Że nie wytrzymasz tego długo.- Lwiątko uśmiechnęło się cwano. Brązowa zeszła z Jasiriego i teraz rozpoczęła się prawdziwa zabawa. Lwiątko bawiły się w berka a później zmęczone położyły się obok siebie. Jasiry polubił swoją nową znajomą.
- Jeśli myślisz, że ci powiem co wydarzyło się ostatnio, to się grubo mylisz.- powiedziała zdyszana Hasira.
- Ale ja..- zaczął się jąkać- ja nic nie wiem.
- Myślisz, że jestem na tyle głupia i nie wiem po co te podchody?- Hasira wstała z ziemi.
- Nie wiem o czym mówisz?- Zdziwił się Jasiri.
- Dobra powiem ci! Ale pod jednym warunkiem! Nikomu nie opowiesz tego.
Brązowa z trudem powstrzymywała płacz kiedy opowiadała nowemu znajomemu jej ostatnią przygodę. Musiała wreszcie komuś o tym powiedzieć. Po zakończeniu opowieści lwiczka odetchnęła z ulgą.
- Bardzo mi przykro z tego powodu.- Powiedział zasmucony Jasiri. - Jeśli chcesz zostanę twoim obrońcą?- zaproponował.
-Eeeee no dobra.
- Wiesz ja muszę już zmykać. Mama zacznie się denerwować. Hasiro lepiej opowiedz tą historię swojej mamie. Ona jest dobra i nie zrobi ci krzywdy! Cześć!- Lwiątko wybiegło z jaskini.
Brązowa pomyślała na chwilkę i zdecydowała się ,że opowie tylko mamie swoją ostatnią przygodę.

*

- Mamo?- Zawołała brązowa.- możemy porozmawiać?
Brązowa lwica zdziwiła się, ale z drugiej strony była bardzo szczęśliwa że nowy przyjaciel pomógł jej córce się otworzyć. Mała lwiczka usiadła w łapach matki i popatrzyła w górę. Oczy lwicy skierowały się na córkę. Brązowa rozpoczęła swoją opowieść. Mówiła szybko, przy czym popłakiwała. Bała się, że mama może powiedzieć to tacie.
- Kochanie dlaczego wcześniej mi o tym nie powiedziałaś?!- Powiedziała trochę zła Nasty.
- Bałam się, że zrobicie coś tym lwiątkom. A ja ich nawet lubię.- Lwiczka wtuliła się w futro matki i ponownie zapłakała.
- Nic im nie zrobimy, porozmawiam tylko z ich rodzicami.- Powiedziała łagodnie Nasty.
- Nie mów nic tacie.- prosiła mała lwiczka, która zmęczona płaczem usnęła w łapach matki.

Tłumaczenie imion Suahili
Jasiri- odważny
~~~~~~
link do base

Witam po dość długiej przerwie. Postanowiłam dodać coś na bloga. Rozdział wyszedł beznadziejny i krótki jestem zła :/

Pojawił się też nowy szablon powinien pojawić się też nagłówek, ale najpierw muszę go zrobić.

Zapraszam też na blog o dzieciach Kiary <KLIK>

27 stycznia 2015

Chapter 1 " Nikomu nie można ufać."

Było jeszcze ciemno gdy ze swoich jaskiń wychodziły lwice i hieny zmierzały one ku majestatycznej wysokiej skale. Hieny jak zwykle podgryzały lwicą łapy i śmiały się przy tym głupio. Biedne poddane króla Mufasy tylko kłapały na nie swoimi paszczami, ale te dalej je podgryzały widziały w tym fajną zabawę. Wiedziały, że mogą to robić bo jeśli któraś lwica by się poskarżyła Skazie straciłaby życie.
- Wstrętne gnojki.- powiedziała przez zęby Sarafina.
- Nie zwracaj na nie uwagi.- poprosiła ją schorowana Sarabi.
Grupka lwic mijała baobab Rafikiego, który stracił liście wyglądał jak opuszczony grobowiec, albo cmentarz. Od kilku miesięcy nie spadł deszcz a słońce było pokryte gęstymi chmurami.
- Nawet wielcy władcy nie chcą spuścić nam deszczu.- Martwiła się mała Nala.
Resztę drogi lwice przemilczały. Dochodziły już bowiem do miejca uroczystości.
Na czubku skały panoszył się Skaza był dumny niczym paw. Nie przejmował się zbytnio losem lwic kazał im przyjść na prezentacje grożąc śmiercią. W końcu dotarł pawian Rafiki, który wszedł do groty i nakreślił ten sam znak, który kiedyś kreślił na czole Simby pawianowi łza zakręciła się w oku. Dałby życie za odnalezienie tego małego zabawnego lwiątka. Niestety nie dało się nic zrobić. Madryl wziął małą lwiczkę na ręce i zaprowadził na szczyt skały. Uniósł wysoko przyszła królową i smutno westchnął z nieba nie spojrzał żaden dawny król. Pawian oddał lwiątko rodzicą i udał się do siebie.
- Będzie z niej wspaniała królowa- Rzekł dumnie Skaza.
- Na pewno kochanie będzie taka jak ty, a może jeszcze lepsza- W tym momencie lwica wystraszyła się skapła się, że powiedziała za dużo. Skuliła się i schowała za swoją łapą Hasirę.
- Kto wie moja droga co z niej wyrośnie, oby nie drugi Simba- Syknął przez zęby i przytulił swoją partnerkę.
*~*

Mała Hasira rosła bardzo szybko. Umiała już samodzielnie chodzić i mówić. Dziś dla niej był bardzo ważny dzień, pierwszy dzień w którym mogła udać się na samodzielne zwiedzanie Lwiej Ziemi. Od samego rana brązowa nie mogła usiedzieć w miejscu bardzo chciała już iść. Podbiegła do swojego ojca, który leżał w jaskini.
-Tato, Tato! Mogę już iść?- zapytała.
- Mówiłem ci, że dopiero pójdziesz jak wrócą lwice z polowania! Daj mi spać!- Warknął Skaza.
Hasira naburmuszyła się. Nie miała ochoty dłużej czekać, co ją to obchodziło że lwice nie wróciły z polowania ona chciała już iść i koniec. Usłyszała chrapanie brązowego lwa. Ucieszyła się z tego i pomalutku wymknęła się z królewskiej groty.
Zielonooka była wreszcie wolna, podskakiwała, śmiała się i tarzała w pyle. Bardzo jej się to podobało. Trawa tak wyschła, że nigdzie nie można było znaleźć nawet najmniejszego jej źdźbła. Na niebie królowały gęste i czarne chmury mimo to na Lwiej Ziemi od dawna nie było ani kropli deszczu. Brązowa zbiegła z niedużego pagórka, a raczej sturlała się z niego. Otrzepała się szybko z kurzu. Usłyszała dziwne odgłosy, nastawiła uszy. Poznała po dźwiękach, że są to chyba lwiątka. Tak bardzo chciała się z kimś pobawić. Nie zważając na nic lwiczka podbiegła do trójki całkiem nieznanym jej lwiątką.
-W co się bawicie?- zadała nagle pytanie.
Trójka obych lwiątek zrobiła zdziwione miny, nie znały przecież córki Skazy były od niej starsze, mimo to pierwszy odezwał się żółty samczyk z śmiesznymi czarnymi frędzelkami na uszkach.
- O zobaczcie mamy nowa koleżankę. - zaśmiał się żółty, on dobrze wiedział kto to taki, z opowieści jego mamy.
- Malka, to chyba ta lwiczka.- Szepnęła brązowa.
- No wiem i co z tego?- zapytał lewek imieniem Malka.
- Nie powinniśmy się z nią bawić.- dodało cicho brązowe lwiątko.
- Dajcie spokój! Boicie się?- zapytał.
- A jak opowie Skazie, że się z nami bawiła?- zapytał brązowy lwiak.
- Ale z ciebie tchórz Chumvi!- parsknął Malka.
Hasira przysłuchiwała się rozmowie lwiątek, niektóre słowa nie doleciały do niej bo była za daleko. Podeszła jeszcze trochę bliżej.
- Cześć! Jestem Malka, a to moi przyjaciele Chumvi i Kula są rodzeństwem, a ty kim jesteś? - żółty z dziwnym uśmieszkiem zagadnął Hasirę.
- Ja jestem Hasira, mogę się z wami pobawić?- zapytała z nadzieją w głosie.
- Jasne, że tak ale najpierw musimy pokazać ci fajne miejsce do zabawy.- Malka popatrzył się na brązowe rodzeństwo, które niezbyt wiedziało co ich przyjaciel ma na myśli. Malka na przedzie prowadził lwiątka w nieznanym kierunku.


*~*

Hasira była bardzo ciekawa dokąd prowadzi ją, jej nowy znajomy. Wydawał jej się bardzo miły, lwiątka minęły Lwią Skałę i pomaszerowały trochę dlalej na wschód. Tam właśnie znajdowało się piękne źródło, które jeszcze nie wyschło. Trochę zmęczone lwiątka usiadły na około źródełka woda w nim była krystalicznie czysta. Córka Skazy jeszcze w swoim tak krótkim życiu nie widziała bardziej czystszego jeziorka niż to. Pochyliła się nad nim i ujrzała swoje odbicie.
- I co robimy?- zapytała nie odrywając wzroku od tafli wody.
- Znam taką jedną fajną zabawę - żółte lwiątko uśmiechnęło się do przyjaciół.
- A jak się w to gra?- zapytała znów Hasira.
- To proste, wystarczy zanurzyć łeb w tej wodzie i ile kto wytrzyma pod wodą.- wyjaśnił Malka.
- I to ma być ta zabawa?- zapytała zdziwiona Kula - ja nie umiem pływać! - krzyknęła.
- To ty nie musisz się bawić, stań w tyle i patrz na nas- powiedział Chumvi.
Najpierw łebek zanurzył Chumvi wytrzymał krótko, od razu musiał wyciągnąć łeb z wody. Otrzepał się i stwierdził że woda jest lodowata. Potem to samo zrobił Malka wytrzymał też bardzo krótko, ale własnie oto mu chodziło. W jego małej głowie rodził się plan zemsty.
- Teraz ty Hasira!- Krzyknęły lwiątka.
Brązowa się trochę bała, nigdy czegoś takiego nie próbowała, ale jakby zrezygnowała to nowi przyjaciele śmialiby się z niej. Wzięła głęboki wdech i zanurzyła łeb. Woda była faktycznie bardzo zimna, czuła jak owa ciecz wlewa jej się do uszu i szumi jej w głowie.
- No to teraz cię mam!- krzyknęło żółte lwiątko, zanurzyła łapy w wodzie i zacisnęło je mocno na szyi zielonookiej lwiczki.
Lwiczka poczuła mocny uścisk na krtani, który zacieśniał się jeszcze mocniej. Szarpała się, ale to nic nie pomagało. Wydawało jej się, że woda zaczyna całą ją wypełniać.
- Malka! Co ty robisz do cholery!- zawarczał Chumvi - co chcesz jej zrobić! - brązowe lwiatko chciało odciągnąć przyjaciela, ale ten mocno trzymał się na łapach.
- Chłopaki przestańcie!, Malka puść ją, bo się utopi!- łkała Kula.
Samczyk z frędzelkami na uszach nic sobie z tego nie robił, nawet sprawiało mu to zabawę, chciał się zemścić na córce Nasty za śmierć jego przyjaciela.
- Słyszycie co to za krzyki?- nieopodal tego zdarzenia maszerowała trójka innych lwiątek.
- Ja nic nie słyszę- powiedziała lwiczka z grzywką - ani ja - dodało krówkowe lwiątko.
- Przestańcie!!!!!!!!!- znów było słychać owe wołanie.
- To głos Kuli! Szybko! - zawołała beżowa lwiczka i razem z przyjaciółmi podbiegła do źródełka.
Trójka lwiątek dobiegła do miejsca zdarzenia, beżowa lwiczka - Nala była zszokowana tym widokiem. Chumvi próbował oderwać Malkę, od trzymanej pod wodą jakiejś obcej lwiczki, Kula płakała i darła się w niebo głosy. Nala rozpędziła się i łbem walnęła żółte lwiątko, tak mocno ,że się przewróciło pozostała dwójka szybko wyciągnęło podtopioną Hasirę z wody.
- Co wy robicie?!- zagrzmiała Nala - Malka co ty chciałeś zrobić?- zapytała.
- Zepsułaś mi zabawę!- krzyknął obolały żółty i masował zranione miejsce. - to tylko zabawa.
- Akurat! Chciałeś ją utopić!- zawarczał Tojo-krówkowy lwiak.
- Czy wy nie wiecie kim jest ta lwica?- zapytała Tama.- to córka Skazy!
Hasira była tak oszołomiona i zrozpaczona, że mało co rozumiała z tej rozmowy łkała i trzęsła się ze strachu. Ufała tym nowym lwiątką a one chciały zrobić jej krzywdę, tylko dla tego że jej tatą jest Skaza. Nic z tego nie rozumiała. Skuliła się jeszcze bardziej po jej ciele przeleciał zimny dreszcz.
- No już uspokój się.- do Hasiry podszedł Tojo i objął ją łapą. Lwiczce zrobiło się trochę cieplej i uspokoiła się.
- Wiesz co zrobiłby ci Skaza jakby się o tym dowiedział!- krzyknęła znów Nala.
- Dajcie spokój, nic się nie stało. A ty się tak nie denerwuj, bo ci żyłka pęknie!- zaśmiał się Malka.
-Ty draniu!- Nala walnęła lwiątko łapą w pysk, robiąc mu na policzku niegroźne zadrapanie.
Malka wydał z siebie dziki pomruk niezadowolenia, a w oczach pojawiły się łzy. Kasztanowe oczy lwiątka spojrzały z żalem na przyjaciółkę. Bardzo się na niej zawiódł. Po śmierci Simby to on zajmował się beżową, myślał, że czuje do niej coś więcej niż przyjaźń. On ją pokochał, a ona go teraz uderzyła.
- Wariatka!- krzyknął zrozpaczony. - Wypisuję cię z naszej paczki! - powiedział. - Jeśli wolisz się zadawać z tym dziwadłem to proszę bardzo!
Beżowa była w szoku, patrzyła się na swoją łapę nie chciała uderzyć przyjaciela. Ona też go kochała. Zrobiło jej się wstyd. Próbowała przeprosić Malkę, ale ten dalej na nią krzyczał. Beżowa samiczka nigdy nie widziała Malki w takim stanie.
- Malka! Błagam wybacz mi!-krzyczała za oddalającym się lewiek.
- Daj spokój! Nie chcę cię znać! Żegnaj!- krzyknął jej na odchodne, za lwiątkiem pobiegło brązowe rodzeństwo. Nala, Tama i Tojo zostali z mała Hasirą.
- Ja...ja...jaaa przepraszam was.- załkała Hasira- to prze ze mnie.
- Nie twoja wina.- do lwiczki podeszła Nala.- przepraszam cię za mojego przyjaciela. -dodała.
- Nie lubicie mnie, bo moim tatą jest Skaza?- zapytała Hasira. - dlaczego co on wam zrobił?
- Nie możemy ci tego powiedział- Tojo uśmiechnął się blado do lwiczki.
- Robi się późno - wtrąciła się Tama - musimy wracać.
- Dlaczego on to mi zrobił? Zaufałam mu.- szepnęła brązowa.
- Nikomu w tych trudnych czasach nie można ufać, na zaufanie trzeba sobie zasłużyć. - odpowiedziała Nala- zapamiętaj to.
- Nala, Tojo musimy wracać- szepnęła znów Tama.
- A jak ci na imię?- zapytała niebieskooka.
- Jestem Hasira.
- Wracaj szybko do domu, twój tato będzie się martwił.
Brązowa odbiegła od lwiątek, obejrzała się za siebie i pomachała łapa swoim nowym znajomym. Hasira pobiegła szybko do swojej jaskini. Zwinęła się w kłębek i szybko zasnęła.

~~~~~~~~~~~

Takie pytanko, wiecie może jak usunąć to wypełnienie tekstu na biało? W coś kliknęłam i nie mogę tego usunąć, a przez to tekst wygląda nieestetycznie.

Kolejny post na nami. Jestem bardzo ciekawa Waszych opinii. Dziękuję za 12 komentarzy pod ostatnim postem.

16 stycznia 2015

Prolog

-Dlatego wstępuję na tron z ciężkim sercem, ale dźwignijmy się z popiołu by powitać świt nadchodzącej ery- chuderlawy brązowy lew wchodził powolnym, lecz dostojnym krokiem na szczyt skały - w której lew i hiena będą tworzyć wspaniałą świetlaną przyszłość.- Za skał zaczynały wychodzić hieny śmiały się.Wreszcie od tak dłuższego czasu mogły wejść na zakazaną dla nich ziemię. Podbiegały do lwic i podgryzały im łapy. Dawne poddane króla Mufasy warczały na nie, ale to nic nie dawało, hieny miały przy tym wspaniałą zabawę. Z samego szczytu obserwował to Skaza, który zasiadł już na wymarzonym tronie.Tak tego pragnął i co z tego, że zrobił to w taki czy nie inny sposób.
- Skaza.- do lwa podeszła jasno brązowa lwica, usiadła obok samca i spojrzała w dół. - Dlaczego one im to robią?- zapytała z lekkim wyrzutem i żalem.
- Nasty*, ale ty jesteś głupia.- zaśmiał się czarnogrzywy - Mają rozrywkę, teraz są pod naszymi rządami, czy nie pragnęłaś tego- samiec spojrzał na swoją partnerkę. - Tak.- odparła cicho. - Chciałam ci powiedzieć, że jestem w ciąży.
- To wspaniała nowina!- lew polizał lwicę po pysku - A wiesz jakiej płci będzie lwiątko?
- Rafiki powiedział, że samczyk, ale nie ma stu procent pewności.- lwica spojrzała na Skazę.
- Wracaj do jaskini, musisz odpoczywać.- szepnął jej do ucha.
Lwica posłusznie bez żadnego słowa udała się do jaskini. Skaza został jeszcze chwilę sam. Spoglądał dalej na hieny, które znęcały się nad lwicami. Jego kąciki ust formowały się w mały uśmieszek. Wszystko szło we właściwym kierunku, nawet lwica którą wybrał specjalnie w kolorze brązu niebawem wyda na świat jego pierworodnego syna, który później zasiądzie na tronie. Był pewny że jego plan się ziści, aż do momentu...

Kilka tygodni później

- Jak to samica!- warknął zdenerwowany król - Mówiłeś, że będzie samiec! - lew spojrzał na szamana stojącego obok jego partnerki, która myła młode.
- Nawet wielkie duchy czasami się mylą. Ważne, że kruszynka jest zdrowa.- chciał pogłaskać lwiczkę, lecz wściekły Skaza złapał zębami za jego kij i pchnął szamana z taką siłą, że pawian przewrócił się z jękiem na ziemię. Brązowy przyparł go swoimi ciężkimi łapami do ziemi, tak mocno, że mędrzec nie mógł oddychać.
- Ty gnojku! Oszukałeś mnie! Na pewno od samego początku wiedziałeś, że to będzie samica! Staruchu! Oszuście! - przeklinał zielonooki - Zrobię z tobą porządek raz na zawsze!
Rafiki jakimś magicznym zaklęciem przywołał swój magiczny kij. Mocno trzymał go w swojej dłoni, i uderzył brązowego tak mocno w łeb, że ten puścił go ze swojego uścisku. Skaza masował łapą obolałe miejsce na głowie, lecz tylko chwilę. Pośpiesznie podniósł się z ziemi i ruszył w kierunku matki, która trzymała młode. Nasty przeczuwała co może teraz się stać. Jej partner chciał zabić jej córkę, po jego pysku spływała piana jak u wściekłego psa,sapał ciężko, jego oczy świeciły dziwnym żądzy krwi zemsty blaskiem. Brązowa lwica przykryła lwiczkę łapami na tyle ile mogła. Nie mogła się postawić swojemu partnerowi inaczej czekała by na nią śmierć, a tak bardzo chciała żyć. Czarnogrzywy zamachnął się, już miał uderzyć lwiczkę, gdy mała wysunęła się z objęć matki i niezdarnymi ruchami przybliżyła się do ojca.
- O nie.- szepnęła zapłakana lwica.
Mała lwiczka podeszła jeszcze bliżej ojca, podniosła niezdarnie łapkę. Skaza spuścił swoją łapę na ziemię pochylił się ku lwiczce i uśmiechnął się do niej blado.
- Jesteś do mnie podobna - stwierdził szybko - a niech tam, daruję ci życie. Może do czegoś się przydasz. - i polizał swoje młode.
Matka lwiczki odetchnęła z ulgą, to samo zrobił Rafiki bał się, że mała zostanie zgładzona przez własnego ojca.
- Już wymyśliłem dla niej imię - lew uśmiechnął się do Nasty- co powiesz na Hasira*?
- To bardzo ładne imię Skazo. - lwica podeszła do swojego partnera i lwiczki. Samiec przytulił do siebie matkę swojej córki i razem spoglądali na ich kocię.
- Szamanie, prezentacja odbędzie się za trzy dni - powiedział do stojącego przy wyjściu Rafiki'ego.
- Dobrze niech tak będzie. - Stary mędrzec opuścił jaskinię i zostawił sam nową księżniczkę Lwiej Ziemi wraz z jej rodzicami.

Tłumaczenie imion
Nasty- oznacza wredna
Hasira- oznacza złość

base użyte w notce <<klik>> ~~~~~
Ta dam! Ta dam! Witam Was moi kochani. Tak jak właśnie widzicie zaczynam całkiem nową historię opartą na Królu Lwie tym razem jednak akcja opowiadania będzie rozgrywać się pod rządami Skazy czyli nie będzie sielanki tylko: ból, strach i łzy. Mam nadzieję, że blog przypadnie Wam do gustu i będziecie komentować moje posty. Dodawajcie się też do obserwatorów bloga. To do następnego rozdziału.